9 maja 2013. imieniny: Grzegorz, Katarzyna, Karolina
  × strona główna
° Gminne Centrum Kultury
° Gminna Biblioteka Publiczna
 - Lista zakazanych książek
 - Aktualności
 - Czytelnik roku
 - turniej jednego wiersza
 - Spotkania z pisarzami
 - Ferie zimowe 2011
 - Dzień Kobiet 2011
 - Konkurs MOJA RODZINA
 - Dyktando Radomskie
 - Najaktywniejszy czytelnik wakacyjny 2012
 - wystawa malarstwa Kaliny Zatoń
 - wystawa prac Krzysztofa Jaskulskiego
 - Cytaty o książkach...
 - Przydatne adresy internetowe
sławni ludzie z naszej gminy
  

Urząd Gminy Wolanów
tel. +48 48 618-60-51
gmina@wolanow.pl
Ranking stron
www.gmina.pl
- zagłosuj >>
Dyktando Radomskie

Warto stanąć w szranki i sprawdzić swoją znajomość języka ojczystego !

6. Dyktando Radomskie 

Zapraszamy do udziału w 6. edycji konkursu.  Dyktando odbędzie się
    17 września o godz. 10.00 w Sali Koncertowej Radomskiej Orkiestry Kameralnej.

Podobnie jak w ubiegłym roku mogą w nim brać udział, na równych prawach, mieszkańcy powiatu radomskiego. Już można zgłaszać swoją kandydaturę, a na pewno warto wcześniej zacząć przygotowywać się do rozgrywki. Laureat pierwszego miejsca w dyktandzie otrzyma laptopa. Zdobywca drugiego - kamerę cyfrową, a trzeciego miejsca - aparat cyfrowy. Nagrodzone zostaną także trzy osoby, które zajmą kolejne miejsca.

    Zgłoszenia należy składać do 14 września w Miejskiej Bibliotece Publicznej, ulica Piłsudskiego 12, osobiście, w formie pisemnej, telefonicznej lub elektronicznie; nr tel. (048) 362 67 35 lub  e-mail: biblioteka@mbpradom.pl.

Przypominamy treść poprzednich, trzech  ostatnich dyktand.

Dyktando 2010 

 Spod na wpół przeżartego żółto-czerwoną rdzą mercedesa, pół stojącego, pół leżącego naprzeciw wejścia do zaniedbanego minigarażu, wygramolił się jakiś niby-mechanik, wymachujący podługowatym narzędziem z superbrzeszczotem i quasi-rączką, przypominającą uchwyt staromodnego sakwojażu.

- Hejże, urzędasku, wyrzęził, czegóż to sobie winszujesz, żeś wychynął z urzędu miasta i przyszwendał się na to nienadzwyczajne miejsce, gdzie co najwyżej półstrzygi harce wyczyniają i hołubce z diablętami krzeszą?

Stropiłem się co nieco, bo zaprawdę niewyparzony język miał ów osobnik, a misja moja była ekstradelikatna.  Pan Wilhelm, boć przecież to on był, choć image do cna odmienił, uchodził za superznawcę obiektów przemysłowych znad Wisły i Pilicy. A o tychże obiektach reportaż co najmniej na stronę gazety dano by mi przygotować, gdyby udało się wydobyć co nieco z nieprzebranych archiwów tego polihistora,  pana Wilhelma Ostoi-Druckiego.

- Byłżeby pan skłonny naprędce kilka zdań ze mną zamienić? – zagadnąłem z lekka drżącym głosem.

Niby-mechanik spojrzał spode łba:

- Roboty mam co prawda co niemiara, ale że akurat klucz francuski mi się zawieruszył, mogę zmitrężyć kilka chwil na rozhowory z panem. Ale o wpół do trzeciej muszę  z powrotem wśliznąć się popod tego supergrata. Cóżeś więc Pan chciał ode mnie?

- Mam prośbę nie długą, nie krótką, lecz w sam raz – zacząłem żartobliwie. Znaszże się pan na obiektach przemysłowych, co to w krąg tu się rozsiadły?

Wilhelm podrapał się w głowę:

- Toż już o tym opowiadałem jednemu takiemu huncwotowi z tygodnika „Na Przełaj przez Radomskie”, a przede wszystkim mówiłem mu o pierwszej elektrowni w Kongresówce, z początków XX wieku. Wie pan, to ta stara elektrownia, co ją teraz  przebudowują na Centrum Sztuki Współczesnej, czy jak to się tam oficjalnie zwie.

Zakląłem pod nosem. Arcysprytnie to wymyślili. Że niby urząd ma coś przedsiębrać, bo z rzadka zabytkami się zajmuje, a tu ni stąd, ni zowąd wysyłają na przeszpiegi żurnalistę, a ten wszystko wyniucha, napisze, a potem średnio aktualny temat zostanie, jak wpółzgniłe jabłko, nadgryziony, ale nieskonsumowany.

Więc-em/Więcem pożegnał mojego interlokutora i odszedłem z niczym, myśląc gdzież by tu można było wypić choćby butelkę mazowszanki, jako że upał był okrutny.

Dyktando Radomskie 2009 

Zabytkom na odsiecz

Spomiędzy na wpół otwartych skrzydeł wierzei wczesnorenesansowego zamku wychynęła ni to grupa, ni to hałastra igrców i wagabundów, którzy przedzierzgnęli się byli nie do poznania w błędnych rycerzy i nadobne białogłowy. Na czele tego ekstraordynaryjnego pochodu szedł samotrzeć rycerz niezwyciężony, Hieronim herbu Półkozic, z dwoma giermkami. Powłócząc lewą nogą, pół odsłoniętą, pół osłoniętą niby-nagolennikiem, wydawał chrapliwe pomrukiwania, quasi-okrzyki i nie najprzyjemniejsze pohukiwania.

Półtrzecia sążnia za nim stąpała powoli, krok za krokiem, jasnooka, krągłobiodrzasta dama, ani chybi wybranka jego serca. Krocząc, zdawała się półomdlewać, opierając się z lekka na wpółzgiętym przedramieniu służki, hożej dziewoi, która chętnie hasałaby po kniei, zamiast udawać niby-drużkę rozhisteryzowanej damy.

Pośrodku chyżo przemieszczała się grupa chudopachołków, a w zasadzie huncwotów, z lekka podpitych, hałasujących superrytmicznie na bębnach. Wyróżniał się najwyższy spośród nich, długonogi, szybko chodzący powsinoga, poniekąd rzężący, ale niespowalniający przez to ani o ociupinkę tempa nuconych z cicha sprośnych kancon.  Inny, naprawdę wyglądający na obżartusa, pękato-karzełkowaty ludwisarz, wymachiwał nie najmniejszym dzwonkiem, który dzierżył niby oręż w z lekka umorusanych dłoniach. Jak najgorsze wrażenie sprawiał niewątpliwie w tej grupie skośnooki przechera, udający półprzytomnego hreczkosieja, ale spoglądający bystrze spod oka, gdzie by tu uszczknąć co nieco jadła lub co najmniej wychylić kielich trunku.

Pochód zamykał smętny herold, który - zamiast iść z przodu -  kroczył nieco spóźniony w oddali i zachrypniętym głosem wykrzykiwał: „Zabytkom na odsiecz! Zabytkom na odsiecz!”, wskazując przy tym niejednoznacznie, choć wyraziście, na pół swoją, pół nie swoją grupę quasi-rycerskich wesołków. 

 

Dyktando Radomskie 2008 

Wczesnoczerwcowy upał w Skarżysku-Kamiennej

Późnopopołudniowe słońce prażyło niemiłosiernie znad rozżarzonych dachów findesieclowych kamieniczek. Parzące kocie łby, niezmienione od przeszło ćwierć wieku na placu Na Skraju, trzeba by chyba było bez ustanku zraszać wodą, strzykającą z niejednego tu hydrantu, by zniknęło przyprószenie zszarzałym kurzem, z lekka upodabniające spierzchniętą nawierzchnię do quasi-pustyni Kalahari.

Ponadtrzydziestopięciostopniowy upał zwarzył nie tylko bladoróżowy lwipyszczek, gorzko pachnące listki szałwii i lekko fioletowe kwiaty surfinii, gdzieniegdzie zsuwające się bezładnie z wyprażonych balkonów z balustradkami powyginanymi w esy-floresy, lecz także nadwerężył dwa rzędy tui, rozrzuconych w tę i we w tę stronę przy północno-wschodniej pierzei placu.

Półzwinięte markizy minikawiarni o pretensjonalnej nazwie „Dróżka u Strużki" przypominały teraz pół wyżęte, pół mokre płachty luźno zwisającej żorżety, niedającej ani krzty chociażby pseudocienia.

Znienacka, z naprzeciwka, z alei 3 Maja, spoza samotnej robinii, tuż-tuż obok zdezelowanego hydrantu, wychynął spotniały, ale i zsiniały komiwojażer, powłóczący nogami, jakby przygwożdżonymi do podłoża, ciągnący z trudem wózek-sklepik, pełen barachła, ohydztwa i paskudztwa, spod którego z rzadka widać było niespotykanej urody półrzeźby, reliefy i fajansowe cacuszka. Z wolna rozpostarł miniparasol i – dysząc ciężko – przykucnął przy hydrancie. Haustami chłeptał do woli wodę, chłonąc jej rzeźwy chłód, a wkrótce potem, westchnąwszy, zaczął powoli rozścielać swój nie najzasobniejszy kram po prostu na trotuarze.

Szczęść Boże, kramarzu! Oby cię upał nie zmorzył i obyś zarobił co nieco na swoje, nie największe przecież, potrzeby!

 

 

Pytania do Wójta Odpowiedzi Wójta
 
SONDA
Czy jesteś za lokalizacją elektrowni wiatrowych w gminie Wolanów?
TAK
NIE
NIE MAM ZDANIA
zobacz wyniki

<<   Maj   >>
NiPoWtŚrCzPtSo
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

MAPA SERWISU
STATYSTYKA